Kod Sauniere’a — Zakończenie i epilog

Posted on Kwi 23, 2013

Kod Sauniere’a — Zakończenie i epilog

Próby rozwią­za­nia zagadki Rennes-le-Château trwają już wiele lat. Podej­mują je nie tyko poszu­ki­wa­cze skar­bów i tropi­ciele sensa­cji, ale też bada­cze histo­rii czy ezote­rycy poszu­ku­jący prawdy o świę­tym Graalu. Ciągle brakuje goto­wych rozwią­zań. Mała wioska w Pire­ne­jach, jaką jest Rennes, stała się nagle, podob­nie jak Stone­henge czy Wielka Pira­mida w Gizie, przed­mio­tem wielu niezwy­kłych teorii. Rennes-le-Château nie było jednak do tej pory zbyt znane w Polsce w porów­na­niu z dwoma pozo­sta­łymi miejscami.

Obra­ca­jąc się w kręgu tajem­nic Rennes-le-Château odkry­wamy wspa­niałą ukła­dankę, złożoną z wielu hipo­tez i faktów. Wcho­dzimy w świat sekre­tów nie tylko tego zakątka Langwe­do­cji, ale poru­szamy się w sferze znacz­nie więk­szej i bardziej fascy­nu­ją­cej. Nic też dziw­nego, że tajem­nice Rennes-le-Château i postać księ­dza Sauniere zain­spi­ro­wały Dana Browna do napi­sa­nia najwięk­szego best­sel­lera ostat­nich dzie­się­cio­leci– Kodu Leonarda da Vinci — oraz do później­szej adap­ta­cji filmo­wej. Temat tajem­nic Sauniere’a wkro­czył również do gier kompu­te­ro­wych. Najpo­pu­lar­niej­szym przy­kła­dem może być Gabriel Knight –3 — Krew Świę­tych, Krew Potę­pio­nych. Fabuła gry została napi­sana przez powie­ścio­pi­sarkę Jane Jansen. Gabriel (czyli gracz) przy­bywa wraz ze swoją asystentką Grace, w pogoni za pory­wa­czami syna księ­cia, do Rennes-le-Château. Trafiają tu na grupę poszu­ki­wa­czy skarbu. Akcja biegnie wartko, ociera się o alche­mię, Świę­tego Graala, tajem­nice kata­rów i templariuszy.

W ten sposób, dzięki książce Dana Browna czy też książ­kom innych auto­rów oraz grom kompu­te­ro­wym, temat zwią­zany z zagadką księ­dza Sauniere trafił do kultury maso­wej. Dan Brown podkre­śla wagę tematu powia­da­jąc w jednym z wywia­dów: Zagadki ducho­wo­ści, święty Graal, korze­nie naszej reli­gii – to tematy, które rozpa­truje się na bardzo głębo­kim pozio­mie ducho­wym, po dotar­ciu do dna naszej świa­do­mo­ści. Z pewno­ścią jest w tym stwier­dze­niu dużo racji. Jedno­cze­śnie musimy cały czas zdawać sobie sprawę, że Kod Leonarda da Vinci jest tylko dobrze napi­saną fikcją lite­racką, a nie podręcz­ni­kiem teolo­gii, histo­rii czy filozofii.

Wyru­sza­jąc osobi­ście do Rennes-le-Château, a nawet czyta­jąc książki na ten temat bądź grając w gry kompu­te­rowe, podda­jemy się czarowi tego niezwy­kłego miej­sca oraz ocie­ramy o atmos­ferę tajem­ni­czo­ści. Dzięki temu zako­do­wane sekrety probosz­cza z Rennes-le-Château ożywają na nowo w naszych umysłach, stając się miesz­kań­cami zbio­ro­wej wyobraźni ludzi XXI wieku. Nic bardziej nie pasuje do podsu­mo­wa­nia tej książki niż zdanie wypo­wie­dziane kiedyś przez laure­ata lite­rac­kiej Nagrody Nobla z 1949 roku Hermanna Hesse: Bez odro­biny magii świat ten byłby nie do zniesienia.

Epilog

Była już późna, poobied­nia pora, kiedy wysze­dłem z miej­sco­wej restau­ra­cji, posi­lony wykwint­nymi potra­wami, do których zamó­wi­łem lampkę lokal­nego wina z podo­bi­zną Beren­gera Sauniere na butelce. W głowie kłębiły mi się myśli doty­czące sekre­tów Rennes-le-Château. Nadal doskwie­rał upał, mimo że połu­dnie minęło już dawno. Czekała mnie podróż powrotna do Carcas­sonne, gdzie za malow­ni­czymi murami obron­nymi średnio­wiecz­nego miasta udało mi się znaleźć bazę wypa­dową do zwie­dza­nia najcie­kaw­szych miejsc w Langwedocji.

- Spoj­rzę tylko jesz­cze raz na kościół i wieżę Magdala – pomyślałem.

Swoje kroki skie­ro­wa­łem najpierw w stronę wieży. Stąd rozcią­gał się, zapie­ra­jący w piersi dech, widok na okolice. W oddali maja­czyły pire­nej­skie szczyty, a w doli­nach poło­żo­nych u stóp Rennes-le-Château można było dostrzec łąki, pola, drogi i pagórki ukła­da­jące się w pełną piękna i harmo­nii ukła­dankę. Aby jesz­cze raz spraw­dzić jedną z namie­rzo­nych przeze mnie podczas poprzed­nich badań linii geoman­tycz­nych, wyją­łem z plecaka różdżkę rezo­nan­sowa L-4 oraz waha­dło. Po wejściu w strefę promie­nio­wa­nia, specja­li­styczna różdżka nasta­wiona na odpo­wied­nią często­tli­wość zaczęła się silnie wychy­lać na boki. Również za pomocą waha­dła uzyska­łem kolejne potwier­dze­nie, że właśnie w okoli­cach wieży prze­biega jedno z pasm tajem­ni­czej ener­gii, łączące Rennes-le-Château z innymi miej­scami mocy. Gdy skoń­czy­łem bada­nia, zauwa­ży­łem, że moim poczy­na­niom bacz­nie przy­pa­try­wało się dwóch mężczyzn w białych turba­nach. Wyglą­dali na tury­stów z Indii. Jeden z nich uśmiech­nął się i skinął głową w geście pozdro­wie­nia. Odpo­wie­dzia­łem uśmie­chem i podob­nym pozdro­wie­niem, po czym udałem się w stronę kościoła Marii Magda­leny. Usia­dłem na ławeczce obok świą­tyni, nieda­leko bramy wejścio­wej na cmen­tarz. Według moich usta­leń, miej­sce to posia­dało niezwy­kle ener­ge­tyczną moc. Ponie­waż kościół był już o tej porze zamknięty, pośród ciszy i spokoju mogłem zagłę­bić się w medy­ta­cję i poddać moją sferę duchową oddzia­ły­wa­niu potęż­nych ener­gii obec­nych w tym miej­scu. Po wyko­na­niu kilku oczysz­cza­ją­cych ćwiczeń odde­cho­wych, zamkną­łem oczy i rozpo­czą­łem coś w rodzaju scho­dze­nia w głąb siebie. Odczu­wa­łem przy tym coraz silniej­szy rytm napły­wa­ją­cych gdzieś znad szczy­tów Pire­ne­jów wyso­ko­to­no­wych wibra­cji, miesza­ją­cych się z baso­wym łosko­tem doby­wa­ją­cym się spod ziemi. Tworzyło to niesa­mo­witą muzykę złożoną z ener­gii kosmicz­nych i tellu­rycz­nych. Poczu­łem spokój i wewnętrzną radość. Na prze­ciw­le­głym krańcu długiej ławki usia­dło dwóch spotka­nych wcze­śniej przy­by­szów z Indii. Zdzi­wi­łem się, że obcy wzbu­dzają moje zaufa­nie, mimo że widzia­łem ich po raz pierw­szy. Biła od nich jakaś dziwna bliskość.

- Skąd ci ludzie tu się wzięli? – pomyślałem.

- Przy­by­wamy z Rishi­kesh w Indiach – odpo­wie­dział bez waha­nia, po angiel­sku jeden z niezna­jo­mych, jakby czytał w moich myślach. — Nasz nauczy­ciel duchowy, Neim­heid, pole­cił nam, abyśmy odwie­dzili czakramy ziemi. Jak pan dobrze wie, są to ważne miej­sca mocy rozsiane w różnych punk­tach naszego globu.

- Skąd oni wiedzą, że zajmuję się geoman­cją? Prze­cież widzimy się po raz pierw­szy – koła­tało mi po głowie uporczywe pytanie.

- Mamy za zada­nie – tłuma­czył dalej niezna­jomy w turba­nie — pozo­sta­wiać w czakra­mach krysz­ta­łowe tali­zmany odpo­wied­nio zapro­gra­mo­wane ener­ge­tycz­nie. Nasza planeta jest zagro­żona. Trzeba uczy­nić wszystko, aby oczy­ścić i wzmoc­nić jej astralne pole ener­ge­tyczne. Inaczej może dojść do zagłady ludzkości.

- A jakie znacze­nie ma to miej­sce?- spyta­łem, ciekaw jego wiedzy w tym zakresie.

- Rennes-le-Château, wraz z przy­le­ga­ją­cymi do niego wznie­sie­niami, stano­wiło wielką świą­ty­nię Ziemi wyko­rzy­sty­waną przez Atlan­tów. Kamienny krąg, opisany przez księ­dza Boudeta, był jednym z potęż­nym gene­ra­to­rów ener­ge­tycz­nych dzia­ła­ją­cych na tym obsza­rze. Powsta­jąca tu ener­gia zasi­lała nie tylko pole astralne Ziemi, ale również ludzi. Dlatego w rejon Rennes-le-Château przy­by­wali liczni piel­grzymi, co w epoce neoli­tycz­nej nie było łatwą wyprawą. Aby zaspo­koić ich potrzeby, powo­łano do życia w tych okoli­cach, przed tysią­cami lat, miasto świą­tynne. Sauniere nieroz­waż­nie wyjął z jednej ze skry­tek tali­zman atlan­tydzki, który wyglą­dał wpraw­dzie jak kamień szla­chetny, ale był czymś więcej niż zwykłym ozdob­nym klej­no­tem. Stano­wił bowiem rodzaj urzą­dze­nia stwo­rzo­nego przez pewną, znacz­nie wyżej niż my rozwi­niętą cywi­li­za­cję, był czymś, co można porów­nać do szero­ko­pa­smo­wego filtra, umoż­li­wia­ją­cego zasi­la­nie Ziemi ener­gią Kosmosu. Bez tego małego, ale znaczą­cego kompo­nentu, czakram w Rennes-le-Château w niewiel­kim stop­niu speł­niał swoje zada­nie. Krysz­tał zapro­gra­mo­wany przez naszego mistrza ma ponow­nie przy­wró­cić pełne dzia­ła­nie tego systemu.

- Podobny krysz­tał złoży­li­śmy w Krako­wie, w Kaplicy Gere­ona na Wawelu – wtrą­cił drugi z niezna­jo­mych. To miej­sce badał pan wielo­krot­nie i jak pan wie, dzia­ła­nie wawel­skiego czakramu jest niestabilne.

Byłem komplet­nie zszo­ko­wany tym, co usły­sza­łem. Skąd przy­by­sze z dale­kich Indii mogli wiedzieć o moich badaniach?!

Od czasów, kiedy Apolo­niusz z Tyany, repre­zen­tu­jący również naszą szkołę złożył w rozpa­dli­nach Wawelu tali­zman, jego dzia­ła­nie znacz­nie osłabło.

Chcia­łem spytać czy to możliwe, że pradzieje Wawelu, podob­nie jak Rennes-le-Château, zwią­zane są również z cywi­li­za­cją atlan­tydzką, ale mężczy­zna nieza­chwia­nie konty­nu­ował dalej swoją opowieść, nie pozwa­la­jąc mi na jakie­kol­wiek pyta­nia. –Następ­nym celem naszej podróży będzie Waldvier­tel w Austrii. Tam w natu­ral­nej świą­tyni Ziemi, na górze Hörman­ns­berg koło Schrems umie­ścimy kolejny tali­zman. Gdy miej­sca mocy odzy­skają swoje dawne znacze­nie, zwięk­szy się zasi­la­nie pola ener­ge­tycz­nego Ziemi. Ludzie powinni szybko zauwa­żyć pozy­tywne skutki, gdyż stop­niowo będą zmniej­szać się anoma­lia klima­tyczne i pogo­dowe, jądro Ziemi stanie się spokoj­niej­sze, coraz rzadziej będą wystę­po­wać trzę­sie­nia ziemi i wybu­chy wulka­nów, proces zmie­rza­jący do odwró­ce­nia biegu­nów Ziemi zosta­nie zaha­mo­wany. W Rennes-le-Château nasz tali­zman złoży­li­śmy w zagłę­bie­niu groty w kamien­nej Golgo­cie, zbudo­wa­nej przez księ­dza Sauniere obok kościoła – powie­dział ściszo­nym głosem rozglą­da­jąc się, aby upew­nić się, że wokół ławki, na której siedzie­li­śmy nikogo nie ma. — Przy­wie­ziony przez nas krysz­tał został przy­kle­jony specjal­nym klejem i zama­sko­wany kamy­kami, aby nikt niepo­wo­łany nie mógł go odnaleźć.

Nagle usły­sza­łem odgłosy kroków ludzi, którzy po żwiro­wej ścieżce powoli odda­lali się od miej­sca, w którym siedzia­łem. Mój odmienny stan świa­do­mo­ści, osią­gnięty za pomocą medy­ta­cji, znik­nął. Tak samo jak nagle znikli przy­by­sze z Indii. Rozej­rza­łem się wokół. Zapa­dał zmierzch. Zatra­ci­łem poczu­cie czasu. Spoj­rza­łem nerwowo na zega­rek. Nie mogłem pozwo­lić sobie ani na analizę moich medy­ta­cyj­nych prze­żyć, ani na rozglą­da­nie się za przy­by­szami z Indii. Za pół godziny odjeż­dżał ostatni auto­bus z Couizy do Carcas­sonne. Najgor­sze, że byłem nadal w samym sercu Rennes-le-Château, ponad 5 km od przy­stanku auto­bu­so­wego. Pobie­głem szybko w kierunku parkingu miesz­czą­cego się przy wieży ciśnień ozdo­bio­nej znakami Zodiaku. Za szybą rusza­ją­cego właśnie samo­chodu dostrze­głem dwoje ludzi. Poma­cha­łem do nich ręką. Samo­chód zatrzy­mał się. Gdy wytłu­ma­czy­łem im, że zbyt długo gości­łem w tym niezwy­kłym miej­scu, a za pół godziny odjeż­dża mój ostatni auto­bus, zgodzili się mnie podwieźć. Po 20 minu­tach znala­złem się na przy­stanku. Wysia­da­jąc zauwa­ży­łem, że za mną, na tylnej półce baga­żo­wej leżał biały turban. Zupeł­nie taki sam, jaki nosili dziwni niezna­jomi z Indii. Ponadto, zarówno pasa­żerka, jak i kierowca samo­chodu, którym podje­cha­łem, mieli na palcach duże, wyko­nane ze złota pier­ście­nie Atlan­tów. Siedząc już w auto­bu­sie miałem wraże­nie, że opusz­czam te strony z prze­świad­cze­niem, że niemal wszystko jest tutaj niewy­ja­śnioną zagadką obej­mu­jącą zarówno czasy cywi­li­za­cji atlan­tydz­kiej, poprzez sekretne dzieje Celtów, Wizy­go­tów, kata­rów i templa­riu­szy a na niezwy­kłych poczy­na­niach Sauniere’a i jego otocze­nia skoń­czyw­szy. Zrozu­mia­łem także, że znaczna część tajem­nic zwią­za­nych z dzia­łal­no­ścią księ­dza Sauniere, musi pozo­stać jesz­cze przez długie lata nierozwiązana.


Frag­ment pocho­dzi z książki Leszka Mateli (pod pseu­do­ni­mem Merlin) — Kod Sauniere’a.