Pyramid Power w Białymstoku

Posted on Wrz 15, 2013

Pira­mi­do­lo­gia Anto­niego Dwilewicza

Antoni Dwile­wicz z radie­ste­zją i ener­giami pira­mid zetknął się już na początku lat 80-tych. Szybko chło­nął wiedzę w tym zakre­sie i wyko­rzy­sty­wał od razu w prak­tyce. Pan Antoni był na rencie i cier­piał na liczne dole­gli­wo­ści, stąd posta­no­wił wypró­bo­wać pira­mi­do­te­ra­pię na sobie oraz pomóc osobom najbliż­szym w polep­sze­niu zdro­wia. Ponie­waż jego miesz­ka­nie przy ul Mazo­wiec­kiej było stosun­kowo nieduże, zaczął konstru­ować modele skła­dane, które można by było rozkła­dać i skła­dać w zależ­no­ści od potrzeb. Budo­wał je wyłącz­nie z drew­nia­nych listew lub alumi­nio­wych rurek połą­czo­nych u wierz­chołka specjal­nym wiąza­niem, a u dołu sznur­kiem spaja­ją­cym całą konstruk­cję. Pod pira­midą umiesz­czany był fotel. Biało­stocki pira­mi­do­log stwier­dził, że lepsze wchła­nia­nie ener­gii nastę­puję, gdy osoba podda­jąca się oddzia­ły­wa­niu jest zrelak­so­wana. Dlatego też opra­co­wał specjalny zestaw ćwiczeń odprę­ża­ją­cych. Seanse pod pira­midą nazy­wał kosmo­te­ra­pią. Stoso­wał muzykę relak­sa­cyjną, a na oczy zakła­dał opaskę, aby wyeli­mi­no­wać bodźce wzrokowe.

Prze­by­wa­jący na rencie, pan Antoni szybko na własnej osobie prze­ko­nał się, jak skuteczne może być zasto­so­wa­nie wersji szkie­le­to­wych w celach zdro­wot­nych. Zanim podjął się lecze­nia ener­gią pira­mid, cier­piał m.in. na silne bóle reuma­tyczne, lumbago, zwyrod­nie­nie stawów oraz ogólną miaż­dżycę naczyń krwio­no­śnych. Dole­gli­wo­ści unie­moż­li­wiały mu normalne życie, a pobyty w szpi­ta­lach, sana­to­riach i zabiegi reha­bi­li­ta­cyjne nie przy­no­siły ocze­ki­wa­nych rezul­ta­tów. Od przyj­mo­wa­nia leków farma­ko­lo­gicz­nych doszły jesz­cze nowe scho­rze­nia: wrzody żołądka, zatru­cie wątroby i niedo­ma­ga­nia serca. Już po kilku sean­sach lecz­ni­czych w pira­mi­dzie stan jego zdro­wia znacz­nie się popra­wił i ustą­piły dokucz­liwe bóle.

Antoni Dwilewicz podczas seansu pod składaną piramidą. (zdj. L.Matela)

Antoni Dwile­wicz podczas seansu pod skła­daną pira­midą. (zdj. L.Matela)

Na temat własnych doświad­czeń Antoni Dwile­wicz napi­sał w swoim ręko­pi­sie pt.: Kosmo­te­ra­pia nastę­pu­jąco: Stop­niowo odczu­wa­łem siłę ener­gii. Skró­ciły się męczar­nie bezsen­no­ści, odzy­ska­łem siły do pracy i prze­sta­łem przyj­mo­wać leki farma­ko­lo­giczne (poza serco­wymi). Już nie szala­łem z bólu, gdyż usuwa­łem go po paru kosmo­te­ra­piach. Siedząc w pira­mi­dzie z zamknię­tymi oczami wyko­ny­wa­łem sześć długich i głębo­kich odde­chów, a następ­nie trzy krót­kie. Podda­wa­łem się spokoj­nej muzyce i wpada­łem w trans dozna­jąc uczu­cia bezwład­nego unosze­nia się w prze­strzeni, owinięty jakby miękką i ciepłą mgiełką, nie odczu­wa­jąc żadnych bólów.

Biało­stocki pira­mi­do­log zale­cał prze­by­wać pod pira­midą trzy razy dzien­nie po 15 min., a jeśli to niemoż­liwe  — to dwa razy po 20 min, Po tygo­dniu takich zabie­gów, efekty powinny być odczu­walne. Doświad­cze­nia pana Anto­niego nie ogra­ni­czyły się do modeli skła­da­nych. Zbudo­wał tez inne, mniej­sze tego typu obiekty do ener­ge­ty­za­cji produk­tów spożyw­czych, napo­jów i lekarstw. Żywność miała lepszy smak, lekar­stwa lepiej dzia­łały, a woda, nawet zimna, nie szko­dziła na gardło. Ekspe­ry­men­to­wał też z tego rodzaju ener­gią na działce. W tym celu wzniósł szklar­nię mającą dach w kształ­cie pira­midy. Rośliny w niej rosły i owoco­wały dorod­niej i były odpor­niej­sze na szkod­niki. Dobre wyniki przy­nio­sło też pole­wa­nie roślin wodą prze­cho­wy­waną w piramidzie.

 

Prezes Teresa Toczydłowska wręcza Antoniemu Dwilewiczowi dyplom uznania przyznany przez PTP (Zdj. T.Toczydłowska)

Prezes Teresa Toczy­dłow­ska wręcza Anto­niemu Dwile­wi­czowi dyplom uzna­nia przy­znany przez PTP (Zdj. T.Toczydłowska)

Prze­pro­wa­dzał doświad­cze­nia z wyko­rzy­sta­niem ener­gii pira­mid wraz z człon­kami PTP w Białym­stoku. Przez pewien czas istniała nawet Sekcja Pira­mi­do­lo­gii przy w/w towa­rzy­stwie, której przewodniczył.

Dzięki regu­lar­nemu stoso­wa­niu pira­mi­do­te­ra­pii, mimo że był słabego zdro­wia, potra­fił znako­mi­cie wzmac­niać swój orga­nizm i dożył sędzi­wego wieku.

Leszek Matela